Menu

Bądź Mistrzem Swojego Życia

Piszę o sobie, swoich doświadczeniach, przebudzeniu, poszukiwaniu i odkrywaniu siebie oraz celu mojego życia. Każde doświadczenie przekuwam w lekcje. Dzięki ludziom uczę się życia.

7 - Oswój własne lęki

lucyferia.m

 

niebolasgwiazdy

Byłam dzieckiem lękliwym, niemową wśród obcych, niewidoczna w przedszkolu i szkole. Wychodziłam z założenia, że jak mnie nie widzą to niczego ode mnie nie chcą. Bo jak zachcą to JAK ja to zrobię? Przecież nie wiem i nie umiem. Byłam jednym z tych dzieci, które żyją we własnym świecie. Świecie nieskończonej wyobraźni i fantazji. Pamiętam, że bałam się przede wszystkim ciemności. Nic nowego. Prawie wszystkie dzieci się boją. Co noc budziłam się sparaliżowana strachem z nieznanego powodu. Po prostu nagle otwierałam oczy, jakby mnie coś obudziło. Leżałam bez ruchu. Patrząc i nasłuchując zbierałam się na odwagę, żeby zawołać: mama. Zawsze się budziła i przychodziła. Czemu przerywałam mój i jej sen? Co mnie budziło? Nie wiem. Bałam się zostawać sama, u rodziny, pająków i ciasnych pomieszczeń. Kiedyś nawet nie weszłam do jaskini ani do kopalni na szkolnej wycieczce. Ale to akurat to trauma z dzieciństwa, po zatrzaśnięciu się w windzie. Niektóre lęki można wytłumaczyć jakimś zdarzeniem, ale te irracjonalne? No, w sumie jak na to spojrzeć to dziw mnie bierze, że jakoś przetrwałam do dziś bez większych uszczerbków na umyśle.

Lęk - wcześniej się nad tym nigdy nie zastanawiałm. Wydawało mi się to normalne, że się boję. Wokół wszyscy się czegoś boją i każdy żyje ze swoim strachem jakby nosił super dopasowaną koszulę. A jednak... Jak się niedawno dowiedziałam, strach to jedna z blokad do szczęścia. Do wszystkiego właściwie. To bariera, którą mamy w głowie i która skutecznie potrafi schrzanić nam życie. Natknęłam się na takie oto stwierdzenie: jedyne ograniczenia jakie istnieją, to te w twojej głowie. Przemyślałam to i zaczęłam poszukiwać własnych. Jest to o tyle trudne, że ciężko je sobie uświadomić. Żyjąc z nimi na co dzień stają się niewidoczne. Zaczęłam od tych strachów najbardziej oczywistych. Na pierwszy rzut poszedł irracjonalny strach przed ciemnością. No cóż to się kryje w ciemnym pokoju, z którego przed chwilą wyszłam? Mój mózg daje mi w sekundzie co najmniej 10 odpowiedzi. Co z tego, że są niedorzeczne? Powiedziałam sobie tak: NIC nie będzie mną rządzić, a już na penwo nie strach. Zawsze kiedy sięgałam ręką do kontaktu wyobrażałam sobie – nie, ja byłam pewna – że coś kosmatego złapie mnie za dłoń. Nie no – tak nie mogło być. Kiedy uświadomiłam sobie własny strach, nazwałam go, podjęłam decyzje i od teraz wchodzę do pokoju szybko, śmiało zapalam światło, a jak mnie coś złapie to dostanie między oczy. Od tamtego momentu, tak robię. Wyłączam myślenie. Ci, co twardo stąpają po ziemi i wyobraźnię mają przeciętną nie zrozumieją tego irracjonalego lęku. Więc dobrze. Weźmy coś innego. Lęk przed publicznymi wystąpieniami. Dla mnie to lęk pokonany – nie mam go już. Albo coś jeszcze prostszego – lęk przed problemami lub podejmowaniem decyzji. Dla mnie to irracjonalne – nie mam tego. Ale ludzie mają. Ja to rozumiem. Lęków jest wiele. Inne to strach przed mówieniem głośno o naszych potrzebach, strach przed odmówieniem komuś czegoś (robienie czegoś wbrew sobie to zdrada siebie), strach przed wyrażaniem prawdziwego siebie, strach przed zmianą pracy, strach przed tym, czego nie znamy, strach przed zmianą i porzuceniem starego porządku rzeczy i jeden z najsilniejszych: strach przed odrzuceniem. Najbardziej obce jest mi: co ludzie powiedzą. MAM TO GDZIEŚ. Zawsze miałam. Dziękuję ci Panie, że dałeś mi ten dar olewania cudzych opinii. Jedyne co musiałam poukładać to co powie mama. Dzisiaj już mnie to nie blokuje. Ale wiem, że wielu ludzi jest wręcz sparaliżowanych opinią innych. Nie robią rzeczy, na które mają ochotę, bo co powie rodzina, dziecko, przyjaciele. Tak się nie da żyć!!!

Najlepsze jest to, że wcale sobie nie uświadamiamy stworzonego przez nas samych więzienia. Tego najwyczajniej nie widać. To właśnie lęki układają nam życie, to według nich żyjemy, to one są generałem naszych decyzji. Wydaje się nam, że my sami świadomie podejmuejmy decyzje, że żyjemy tak jak chcemy – w sumie tak, bo żyjemy według tego, jak dyktuje nam nasz strach. Bo to on paradoksalnie sprawia, że czujemy się bezpieczni.

Ja niektóe swoje strachy zobaczyłam w momencie, kiedy zaczęłam chcieć zmieniać swoje życie. Kiedy dotychczasowa foremka przestała mi odpowiadać i spróbowałam wyjść poza nią, okazało się, że....nie mogę. Naokoło jakaś niewidzialna ściana skutecznie powstrzymywała mnie przed zrobieniem jakiegokolwiek kroku. Moim – jak dotąd – największym uświadomionym lękiem jest, że mi się nie uda, coś pójdzie nie tak i że będę żałować. Ten lęk przekłada się na wszystkie sfery. Mam wizję swojego idealnego życia, wiem w jaki sposób chciałabym żyć i zarabiać pieniądze, bo dałoby mi to wolność i niezależniość, a jednocześnie boję się zrezygnować ze słabo płatnej pracy, bo mimo wszystko co miesiąc wpływa pewna kasa. Wiem, że wkróce przyjdzie czas i na pokonanie tego lęku. Lęki wypływają z braku pewności siebie, z zakodowanych przekonań. Mało tego – podświadomie prowokujemy wydarzenia oraz sytuacje, które potwierdzają nam nasze lęki. Trudno jest wyjść poza to błędne koło, ponieważ rzeczywistość jest taka właśnie jaka wierzymy, że jest. A przecież wszyscy patrzymy na to samo niebo, słońce, oglądamy naturę dookoła nas. I tutaj pojawia się sedno: każdy z nas widzi świat inaczej. Prawda jest tylko jedna – TWOJA własna.

W zeszłym roku stanęłam z lękiem odrzucenia twarzą w twarz. Wyryczałam go dosłownie – wypłakałam to za słabe – i poczułam, jak jakieś klamry puszczają. Jak to zrobiłam? Nie ma jednej gotowej recepty, bo każdy z nas jest inny. Jeśli tylko poczujesz, że jesteś gotowa (-wy), poproś o prowadzenie, o wskazówki i obserwuj otoczenie. Najczęściej spotyka nas traumatyczne przeżycie, ale to tylko po to, aby nam coś uświadomić, bo w żalu i smutku jeśli się mu przyjrzymy znajdziemy odpowiedzi. Nie należy się bać emocjonalnego bólu – bo to właśnie nas trzyma najbardziej – tylko się z nim zmierzyć. Powiedz wprost czego się obawiasz – nazwij ten lęk, pogrzeb w nim, przyjrzyj mu się. Jak zrobisz to raz – potem jest już tylko łatwiej. A potem za każdym razem działaj inaczej niż do tej pory. To jest właśnie przełamywanie schematu. Kiedy przyszło to do mnie – wyobraziłam sobie, jak to będzie kiedy będę sama, jak będzie wyglądało moje życie w innej rzeczywistości. Wtedy to zobaczyłam: najgorsze co mogłoby mnie spotkać to samotność wynikjąca z "niechcenia" mnie. Spojrzałam temu prosto w oczy. Okazało się, że będą korzyści z nowej sytuacji, że mogę wiele zmienić na lepsze. Zamiast rozpaczać, co stracę, zaczęłam dostrzegać co zyskuję.

Dziś już wiem, że nie jestem w stanie zaakceptować bycia z kimś dla jakiegoś tzw wyższego dobra. Istnieje tylko to, co dobre dla mnie. Nie chcę być z kimś ze strachu, że będę sama, że nikogo już tak nie pokocham, że nie przydarzą mi się już podobne rzeczy. Przestałam tak myśleć. To rodzaj emocjonalnego niewolnictwa. Jeśli coś lub ktoś nie jest dla mnie dobre – to nie jest. Nie będę naginać rzeczywistości, poświęcać się, umęczać i udawać – po prostu szukam dalej. Lęki zwyczajnie są. Niech sobie są. Zaakceptowałam to. Nie boję się przyznać, że się boję. Tak – boję się. I co z tego? Kto mi zabroni? Teraz, gdy o tym wiem, śmiało patrzę w przyszłość. Wierzę, że wszystko co najlepsze przyjdzie do mnie. Już się nie boję, że nie przyjdzie – nie ma tej opcji. Wszystko co podszyte strachem zamieniam na głęboką wiarę, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Z niepowodzeń wyciągam lekcje, zmieniam podejścia i przekonania – bo jeśli świat jest taki jaki wierzę, że jest, to MÓJ jest po prostu cudowny!

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • nazumi13

    Istnieje również to, co jest dobre
    dla osoby, którą kochamy i nie jest
    to żadne wyższe dobro, i jest ono tak
    samo czymś niezbywalnie moim
    i własnym :-)
    Z całą prawie resztą zgadzam się.
    Jeśli jednak o tym się zapomina, to
    jest to pewne zafałszowanie i w ten
    sposób oswoić lęku się nie da. Lęk
    przed odczuwaniem miłości może
    być konsekwencją traumy lub
    negatywnego doświadczenia i z nim
    tez musimy sobie jakoś poradzić...

  • lucyferia.m

    Tak - zgadzam się - jeśli jest miłość to nawet nie myślimy w kategoriach poświęcania się - robimy coś bo tak czujemy, bo chcemy - może nie sprecyzowałam, ale chodziło mi o sytuację, w której miłości już nie ma :) bardzo dziękuję za komentarz :)

© Bądź Mistrzem Swojego Życia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci