Menu

Bądź Mistrzem Swojego Życia

Piszę o sobie, swoich doświadczeniach, przebudzeniu, poszukiwaniu i odkrywaniu siebie oraz celu mojego życia. Każde doświadczenie przekuwam w lekcje. Dzięki ludziom uczę się życia.

32 - Sezamie, otwórz się!

lucyferia.m

 

236358_glebiny_morskie_kufer_skarbyJak byłam mała uwielbiałam czytać Klechdy sezamowe Leśmiana. Wszystkie są cudownie bajeczne i tajemnicze. W historii sezamu i 40 rozbójników jest pewien bardzo magiczny moment, który po dziś dzień jest moim ulubionym fragmentem. Ali-Baba znalazł się w lesie, uklęknął i wyszeptał taką oto modlitwę:

Boże! Zrób tak, żeby mnie w lesie zaskoczyła nagła i niespodziewana bajka! Niech ta bajka będzie straszna i groźna, byleby była ciekawa i piękna.”

Nie trudno się domyślić, że Ali-Babę spotkała taka właśnie bajka. Zapomniałam o klechdach na wiele lat. Kiedy już do mnie powróciły, to powrócił również mój ulubiony fragment. Na chwilę przed rozpoczęciem tego wpisu skojarzyłam, że ja robię coś podobnego jak zrobił Ali-Baba. Od jakiegoś czasu codziennie rano i wieczorem mam swój rytuał zaczynania i kończenia dnia. Rano na zakończenie zawsze mówię: przynieś mi dniu dziś coś cudownego/niezwykłego/oświecającego itp. I zawsze, ale to zawsze dzieje się coś takiego. Najpiękniejsza jest w tym właśnie niespodzianka.

Dzisiejszy dzień też był taki. Nie zastanawiałam się co i jak się wydarzy. Puszczam to na żywioł. W tych sytuacjach ktoś decyduje za mnie. Taka miła odmiana. Nie zamierzałam dziś wychodzić z domu, ale Góra miała inne plany. Szykując się do wyjścia z przyjaciółką zadałam pytanie: no i ciekawe po co jedziemy? No i się dowiedziałam. Odpowiedzi przychodzą zawsze. Tym razem miałam okazję przyjrzeć się w spokoju dwojgu zakochanym w sobie ludziom. W momencie kiedy zjawiłyśmy się ona nie odstępowała go ani na krok. Moje odczucia mogą być oczywiście zupełnie subiektywne, chociaż zdarza mi się też „czytać”. Stała blisko niego przez cały czas, kiedy załatwiałyśmy sprawę. Poczułam jej zaborczość i chęć pokazania, że „moje”. Takie zachowanie nie jest niczym niezwykłym. Moje wnioski uderzyły mnie jakiś czas później. Nie, nie przyszły, ale właśnie walnęły z mocą huraganu. Jak zwykle w ciągu kilku zaledwie sekund mały kawałek puzzla ułożył się. Zaczęło się od oczywistego stwierdzenia, że takie zachowanie bierze się z braku wiary we własną wartość, co wynika z braku pewności siebie. Jeżeli pojawia się strach, zaborczość i zazdrość, to znaczy że osoba nie czuje się pewnie, obawia się konkurencji. I tu sedno – to znaczy, że jeśli boi się konkurencji, to znaczy, że nie widzi siebie jako najlepszej w swoich oczach, tylko dopuszcza do siebie myśl, że inne są lepsze. Dochodzi element ograniczonego zaufania: ufam ci, ale wolę mieć cię na oku. I wtedy wielkimi literami pojawiło mi się słowo: WOLNOŚĆ, które ostatnio pojawia mi się coraz częściej przy różnych okazjach i w różnych kontekstach. Zamurowało mnie. Czułam, że jestem blisko rozszyfrowania zagadki. Zobaczyłam siebie w poprzednich związkach oraz zobaczyłam siebie dziś i to z czym się szarpię. Że ja też próbuję o coś walczyć, zatrzymać na siłę, przekonać do siebie. Nastąpiła stop-klatka. Nie – to nie tędy droga. Ta zaborczość, zazdrość, szarpanina to wieczna wojna i nieustająca walka. Cokolwiek to jest, nie jest to miłość. Dopóki sama nie uwierzę we własną wartość, nie zobaczę siebie jako istoty doskonałej, inni też tego nie zobaczą. Jeśli nie uwierzę, że jestem warta całego zachodu, to nigdy nie zdobędę tej pochodzącej z samego środka pewności o własnej bezcennej wartości. A kiedy to się stanie – kiedy uwierzę, że jestem idealna, to wtedy zniknie zaborczość, zazdrość i strach, że ktoś może zdradzić, nie chcieć, czy też odejść. To nie będzie miało znaczenia. Dlaczego? Bo takiej opcji w ogóle nie będzie, ponieważ taka opcja bierze się ze strachu. Ale ten strach po prostu już zniknie.

I wtedy nastąpiła kulminacja. Powróciło pojęcie wolności. Wolność to brak strachu (że mnie zdradzi, odejdzie), to danie sobie możliwości wyboru (to mi nie pasuje to w to nie wchodzę), to świadome podejmowanie decyzji bez cierpienia, za to w zgodzie ze sobą (wybieram to, bo to mi odpowiada), to samostanowienie o sobie. Jakże często ktoś lub coś wpływa na nas, podejmuje za nas decyzje? Od kiedy tylko pamiętam to ja musiałam podejmować decyzje. Ćwiczona byłam zazwyczaj na wyborze między dwoma rzeczami. W sklepie mama mnie pytała: chcesz to czy to? I miałam zong. Chciałam obie rzeczy. Kiedy już byłam trochę starsza to zaczęłam uświadamiać sobie, że życie wymaga ode mnie podejmowania decyzji. W końcu dowiedziałam się, że ja jestem osobą decyzyjną. Że to ode mnie zależy jak potoczy się dalej historia. W wielu sytuacjach, zwłaszcza w związkach to ja byłam tym zapalnikiem i to ja decydowałam co dalej. Było to zupełnie poza mną. Cieszyć się czy rozpaczać?

Od kilku miesięcy proces zmian we mnie przybrał na sile. Zmagam się z Egonem (jak nazwałam ego) na wielu polach, a ostatnio na polu emocji. Pierwszy raz bardzo świadomie stanęłam do walki o samą siebie, o prawo do wolności, czyli do decydowania o tym, czego chce moje serce i czego chce moja Dusza. Egon wydziera się niemiłosiernie, puszcza mi zmyłki, szepcze do ucha rozpraszające myśli, podsuwa obrazy, które mają mnie zatrzymać w pół kroku. Ale ja z uporem idę naprzód. Patrzę na wszystko przez emocje, podążam za własnymi uczuciami, mam hormony – tak, to wszystko się zgadza w końcu jestem kobietą i właśnie zaczynam doceniać ten dar. Jestem kobietą, która dostała wszystko. Dziś mogę to powiedzieć z pełnym przekonaniem: MAM WSZYSTKO. Posiadam jasność myślenia i wyciągania logicznych wniosków, wykorzystuję racjonalne podejście tam, gdzie to jest potrzebne, wstaję i działam, podejmuję wyzwania, nie boję się przyszłości, bo wiem, że jest ona tu i teraz, panuję w moim materialnym świecie, jestem najlepszym menadżerem mojego życia. Jestem wrażliwa, potrafię wczuć się w emocje rozmówcy, wiem co powiedzieć, żeby dodać otuchy i energii, bo współpracuję z własnym sercem, odczuwam radość i miłość na widok tych wszystkich pięknych rzeczy, które poruszają moje serce, płaczę na filmach oraz kiedy dziękuję, jest mi smutno, kiedy ktoś mi bliski cierpi. Jestem opiekuńcza i wytrwała, kiedy mi na czymś zależy. Nie boję się okazać wzruszenia ani łez, bo one są częścią mnie. Widzę jaką drogę do tej pory przeszłam i wiem, że są we mnie nadal nieodkryte rzeczy. Drzemie we mnie wciąż jeszcze uśpiona moc milionów kobiet, energia, która czeka na przebudzenie.

Wszystko co zostało mi dane, służy do tego, abym mogła zapanować na Egonem, aby rządziło serce, a nie rozbuchane histeryczne emocje, abym dawała sobie radę w świecie materialnym. Wolność to bycie sobą i władza nad tym wszystkim, co zostało nam podarowane. To panowanie nad chceniami, emocjami, odczuciami, wypluwaniem wszelkich negatywizmów. To odczuwanie radości i szczęścia, ponieważ nie blokują ich żadne negatywne emocje, myśli czy przekonania. Olbrzymie pragnienie odczuwania jej w pełni nasiliło się w ciągu ostatnich kilku dni. Gdyby nie to wszystko, co przyszło i co przychodzi, a co odczuwam jako niewygodne, bolesne, co sprawia, że polecą mi łzy, gdyby nie ludzie, którzy zgodzili się pojawić w moim życiu, abym przeszła przez te doświadczenia i zrozumiała lekcje, to dziś nie usłyszałabym coraz głośniejszego szeptu: bądźmy wolne.

Tajne hasło Sezamie, otwórz się! to pozwolenie, jakie sami sobie dajemy na bycie wolnym, szczęśliwym i kochanym. Ten Sezam jest w każdym z nas. Aby tam wejść, potrzebny jest klucz. Klucz, który otwiera nieprzebrany skarbiec możliwości, talentów, mądrości, poczucia spełnienia oraz odczuwania miłości na każdym jej poziomie.

 

© Bądź Mistrzem Swojego Życia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci