Menu

Bądź Mistrzem Swojego Życia

Piszę o sobie, swoich doświadczeniach, przebudzeniu, poszukiwaniu i odkrywaniu siebie oraz celu mojego życia. Każde doświadczenie przekuwam w lekcje. Dzięki ludziom uczę się życia.

35 - Pragnienie wolności

lucyferia.m

ce3569ebf75ec96867a015d38ceacd88c370174dGrudzień, który jest już odległą przeszłością, był dla mnie miesiącem strat. Z jednej strony pełen był traumatycznych i bolesnych wydarzeń, a z drugiej te doświadczenia wiele mnie nauczyły. Uświadomiłam sobie, że kiedy moja Dusza wybierała to wcielenie to wiedziała, co ją spotka, z czym się będę musiała zmierzyć, przez co przejść. Wybrała to świadomie patrząc na to jak na film – z zainteresowaniem i zapewne jakąś ekscytacją. Ona się nie bała. Z jej poziomu nie ma strachu, cierpienia, bólu – to wszystko istnieje tylko na planie fizycznym. Czyli w sumie... tak naprawdę strachu, cierpienia, bólu nie ma. Trudno to pojąć skoro tego doświadczamy. Czasami miałam wrażenie, że cały „dramat”, który mnie spotykał był po prostu zaplanowanym eksperymentem.

To, co sprawia że cierpimy, że nie potrafimy wrócić do równowagi, że w kółko maglujemy bolesne wspomnienie, które nas dźga jak igła to coś co mamy w nas od urodzenia, część ego, które ja nazywam Egonem. To taki twór, który jest naszym najżarliwszym krytykiem i sędzią, oskarżycielem i biczownikiem. Istnieje po to, aby nas unieszczęśliwić. To Egon krytykuje nas i innych za pomocą nas samych, ocenia i wydaje opinie. To, co złośliwe, agresywne, nieszczere, podstępne itd. pochodzi właśnie od niego. Najlepszą metodą , by nad nim zapanować jest czujność i uważność. Kiedy wyłapiesz ten moment, w którym przemawia przez ciebie Egon i zatrzymasz to, to jest to chwila w której on przegrał. Ale nie że na zawsze. On będzie cały czas próbował – od ciebie zależy z jakim skutkiem.

Więc uświadomiłam sobie, że tych dramatów nie ma. Sama je tworzę, bo przecież ode mnie, mojego podejścia, nastawienia i w końcu programu w podświadomości zależy jaką ja dam czemuś wartość. Nie ma dobrej czy złej pracy, tak samo jak nie ma dobrego czy złego związku. To nasze do niego podejście daje mu dobrą lub złą wartość. I tak wtedy pomyślałam sobie... a jakby tak się wznieść ponad to? Ponad Egona z jego lękami, strachami, złośliwościami? To jakby to było, gdyby tego nie było? Wolność by była. Taka prawdziwa. Egon sprawia, że „musisz”. Nie słuchasz Egona – nie musisz. Nie masz w sobie złych emocji i uczuć, to masz w środku radość i lekkość. Nie masz oczekiwań, żądań, podejrzliwości, chęci posiadania, dominowania. Niczego nie bierzesz do siebie, do wszystkiego masz dystans, nie masz chęci posiadania czegoś, a więc i nie boisz się straty.

Kolejną rzeczą, która mnie w tym czasie uderzyła, to sens przemijania. Przecież to się wydaje takie oczywiste. Skoro rodzimy się w sumie po to, aby umrzeć to jaki w tym jest cel? Na planie świata fizycznego fakty są bezwzględne: czas jest dla nas okrutny – starzejemy się, wszystko przemija – młodość, uroda, bliscy odchodzą... Więc o co chodzi? Skoro nic, co fizyczne nie ma żadnej wartości, to co się liczy? Oczywistym wydaje się fakt, że znaczenia nabierają inne wartości. I tak usiadłam wówczas i się nad tym zadumałam. Pewnie wielu filozofów roztrząsało tę kwestię i wielu myślicieli na to wpadło, ale co mi po tym, skoro ja, aby to zrozumieć muszę sama do tego dojść, poczuć to i doświadczyć? Wtedy mogę dopiero mówić o „oświeceniu”.

Wierzę w wędrówkę dusz i z tej perspektywy przemijanie nabiera sensu. Każde wcielenie to nauka dla Duszy. To się tak naprawdę liczy – bycie w danym momencie tu i teraz, odczuwanie go, napawanie się chwilą, chłonięcia wszystkimi zmysłami (bo po coś je mamy), doświadczanie radości, szczęścia, bólu, cierpienia, piękna, okrucieństwa i tego co najważniejsze – miłości. Sensem nie jest zdobywanie i gromadzenie rzeczy ze świata fizycznego, lecz właśnie doświadczanie. Największą sztuką jest spojrzeć na życie z perspektywy Duszy - przyglądać się złamanemu sercu jak badacz, który podziwia nowo odkryty gatunek nocnego motyla: z zaciekawieniem, fascynacją i bez negatywnych odczuć. Trudne, ja wiem. Udało mi się wejść w rolę badacza kilka razy w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Pomogło mi to poukładać sobie pewne rzeczy, oderwać się od Egona i spojrzeć z dystansem na „dramat”. Pamiętacie scenę z łyżką z pierwszej części Matrixa? No właśnie – There's no spoon – Łyżki nie ma. Ja też powiedziałam sobie: przecież tak naprawdę tego „dramatu” nie ma. I tyle. Egon rządzi nami za pomocą strachu. Boimy się wszystkiego: podwyżek, emigrantów, oszołomów w rządzie, utraty pracy, choroby, cierpienia no i śmierci. Tylko, że z poziomu Duszy tego wszystkiego też nie ma.

Jedną z rzeczy, których musiałam się nauczyć to pogodzenie się ze stratą. Długo ciągnęła się ta lekcja, bo też i studentka wykazywała się wyjątkowym oporem w przyjmowaniu wiedzy. W końcu coś drgnęło i jakaś mała klapka się ruszyła – nie żeby zaskoczyła, ale właśnie drgnęła. Więc z poziomu Duszy my nic nie posiadamy i niczego prócz zdobytych doświadczeń ze sobą nie zabierzemy. Wniosek nasunął mi się jeden: nie mogę stracić czegoś, czego nigdy nie miałam. Po co więc wylewać łzy nad mężczyzną, który odszedł – nie da się MIEĆ partnera, co najwyżej można z nim być; po co rozpaczać nad przemijaniem skoro jest ono stałym elementem wyposażenia? Nie ominiemy tego. Powróciło zatem pytanie o wartości – co jest bezcenne w świecie, w którym przemijanie nadaje życiu rytm, a my jedynie możemy się do niego dostosować? Co jest tak cenne, a czego nie zauważamy w codziennej pogoni za iluzja szczęścia?

Niedawno doszłam do wniosku, że ja jestem praktyk jednak. Mało czego nauczyłam się z książek i tak mi zostało do dziś. Trafiły w moje ręce jednak takie książki, które miały na mnie wpływ. Kiedy je czytałam, to od razu przetwarzałam to, co czytałam i starałam się to wdrażać. Okazało się, że nie jest to takie proste, ponieważ cechuje mnie typowe dla większości z nas lenistwo i brak systematyczności. Zmiany nie zachodziły – a ja znów miałam wrażenie, że stoję w miejscu. Mam też jedną pozytywną cechę, która na szczęście niweluje te negatywne: upór. Postanowiłam – w grudniu właśnie – wprowadzić pewne stałe elementy dnia. Nazwałam je „modły wieczorne i nocne”. Stały się one moimi rytuałami. Między innymi dziękuję za dzień, który właśnie się skończył, a rano witam nowy. Co jakiś czas modlę się i proszę o prowadzenie mnie drogą dla mnie wybraną, o znaki, a niedawno o to, żeby się zadziały rzeczy poza mną, które mnie poprowadzą tam, gdzie trzeba. Nie musiałam długo czekać. Trafiłam na ciekawe szkolenia online m. in. o tym, jak pracować z podświadomością, co daje efekty, oraz jak skutecznie planować swój każdy dzień, aby przybliżać się do zaplanowanego sukcesu. To było na początku stycznia. Zawzięłam się, ponieważ doszłam do wniosku, że za dużo już czasu straciłam, mimo iż jakoś nad sobą pracowałam, to było to niewystarczająco głębokie i efekty mierne.

W końcu moje pragnienie zmiany doszło do momentu, w którym nastąpiła wewnętrzna zgoda na nie. Dopóki to nie nastąpi - ta wewnętrzna pewność - to nic się w naszym życiu nie zmieni, mimo naszych usilnych chęci. Wtedy właśnie poczułam, że już czas na zmiany. Takie prawdziwe i głębokie, zauważalne po prostu. Pierwszy raz w życiu zaczęłam być systematyczna – jak na mnie to nawet bardzo. Mogłabym bardziej, ale i tak jestem z siebie dumna za to, że w ogóle to ruszyłam. Metody, które poznałam zmusiły mnie do przeanalizowania swojego życia pod kątem różnych sfer (m. in. finanse, związki, styl życia czy rozwój osobowy) i do odpowiedzenia wreszcie wyraźnie na pytanie: czego chcę i co jest moim celem w każdej sferze. Wróciło do mnie przemijanie, a wraz z nim lista rzeczy naprawdę istotnych. I wtedy sobie odpowiedziałam. Przede wszystkim pragnę wolności – mentalnej, emocjonalnej i finansowej. Poczułam co tak naprawdę znaczy wolność – to taka olbrzymia niekończąca się przestrzeń w umyśle, kiedy czujesz, że możesz wszystko. Tam idę. Pragnę robić coś, co kocham i na tym zarabiać. A to też wolność – wolność w wyborze pracy, która daje mi satysfakcję. Pragnę być panią swojego życia – nie do końca wiem, jeszcze co to oznacza, ale wiem, że się dowiem i to już wkrótce.

Pierwszy raz widzę, jak podjęte przeze mnie wysiłki przynoszą rezultaty. Pierwszy raz zauważam, że zaczęłam działać inaczej, wychodzę poza własne ramy. Opuszczam strefę komfortu, bo już na to czas. Jeśli tego nie zrobię, nikt tego za mnie nie zrobi. Moje szczęście i spełnienie zależy tylko ode mnie. Czułam, że ten rok będzie niezwykły i taki też jest od momentu, jak tylko się zaczął. Czekam na to, co przyjdzie, ale nie biernie i chaotycznie, lecz aktywnie i optymistycznie. Od dawna przecież wiem, że kiedy ułożę to co wewnątrz, to to co zewnętrzne ułoży się samo.

 

© Bądź Mistrzem Swojego Życia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci