Menu

Bądź Mistrzem Swojego Życia

Piszę o sobie, swoich doświadczeniach, przebudzeniu, poszukiwaniu i odkrywaniu siebie oraz celu mojego życia. Każde doświadczenie przekuwam w lekcje. Dzięki ludziom uczę się życia.

39 - Faza kaktusa, czyli o kryzysie przyjaźni

lucyferia.m

 37362852_10217108873254483_5714605350565445632_n

Zdarzyła mi się pierwszy raz. Taka nastroszona i atakująca faza. Właściwie to kilka rzeczy zadziało się jednocześnie. Efektem był kaktus. Ale po kolei. Najpierw niespełnienie i frustracja w niby-związku, który się chyba zakończył (to skomplikowane). Do tego należy dodać mieszankę różnych cech, jakie posiadam: tzw niewyparzony język, brak empatii na co dzień, arogancja. To tak w skrócie. W tym czasie po raz kolejny schodziły energie czyszczące (we mnie też się w związku z tym coś czyściło). To wszystko spowodowało, że zakleszczyłam się z wieloma negatywnymi emocjami i chodziłam jak bomba zegarowa. Godzina wybuchu nieznana. W tym czasie mój niewyparzony jęzor przysporzył mi więcej kłopotów, ale może to i dobrze. Zmusiło mnie to weryfikacji samej siebie i wywalenia kolejnego trupa z szafy.

Wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak. Czas poświęcony na obserwowanie siebie przynosi w końcu jakieś efekty (uff – są pozytywy). Nie wiedziałam tylko o co chodzi i dokąd to zmierza. Byłam jak kaktus. W środku zamiast typowego dla mnie tzw wesołego Romka, miałam zgryzę, złośliwca i zołzę. Nic pozytywnego. Było to nader dziwne uczucie. Nigdy wcześniej nie czułam się w ten sposób. Chodzący kaktus z miną zgreda. I te kolce!

A to wszystko to był głos kolejnego trupa z szafy, który już zaczynał wołać i dawać o sobie znać. (Dodam, że sama go zaprosiłam) To wszystko zbiegło się z moimi wakacjami nad morzem. Takie rzeczy dzieją się kiedy na nie czas, nie pukają i nie pytają czy już można tylko po prostu dzieją się. To było jak rondel z bardzo urozmaicona zupą. Tematy zaczęły pojawiać się po kolei. Najpierw wypłakałam zdanie: jak on mógł mi to zrobić? Ano mógł. Ale tutaj się za bardzo nie zdziwiłam. Następnie wypłynęło zagadnienie przyjaźni. A na koniec na deser można powiedzieć w całej swej okazałości pojawił się mój cień - arogancja. To było najboleśniejsze, ponieważ uderzało prosto w ego.

Skupię się na wątku przyjaźni. W stanie oczyszczania dzieją się rzeczy, które zmuszają nas do weryfikacji, które nagle nam coś uświadamiają, kiedy nagle my z czegoś zdajemy sobie sprawę. To jak założyć okulary przy wadzie wzroku -10. Nagle wszystko staje się jasne. Dla mnie przyjaźń zawsze była ważna. Moi przyjaciele to była moja rodzina z wyboru. Ludzie, których świadomie wybrałam i którzy wybrali mnie. Nagle spojrzałam na nich i na siebie z zupełnie innej perspektywy. Rzuciła mi się w oczy małostkowość oraz zazdrość i zawiść. Myślę, że nie do końca uświadomione. Drobne złośliwości pod moim adresem, które zwykle olewałam. Ale tak się złożyło, że dalsze olewanie stało się niemożliwe. Zabolały mnie te wszystkie uszczypliwości. Tak je nazwijmy. Jak powiedziałam wcześniej wszystko zadziało się jednocześnie i miało swój konkretny cel. Dotarło do mnie, że nie ma mowy o przyjaźni, jeśli ktokolwiek żywi głęboko skrywane uczucia zazdrości i zawiści. Przez wiele lat było dobrze i właściwie nic się takiego nie stało, to co nagle się zadziało, że ja podważyłam wartość przyjaźni? Że zaczęłam zadawać pytania czym tak naprawdę jest prawdziwa przyjaźń, na czym ona polega? Taka czysta przyjaźń o jakiej zaczęłam rozmyślać to nic innego jak czyste serca. Nie ma w nich cienia zakłamania czy zazdrości. Te uczucia potrafią wszystko zniszczyć, a cokolwiek na nich zbudowane wcześniej czy później się zawali. Ta prosta prawda nagle do mnie dotarła. I jednocześnie mnie powaliła. Uświadomiłam sobie jak trudno w takim razie jest o prawdziwą przyjaźń. No bo któż z nas jest kryształowy? Ale inne relacje nie mają sensu. Dla mnie już nie mają. Tak samo jak ze związkiem – albo jest miłość albo nie ma związku. Mnie już pośrednie stany i sytuacje nie pociągają. To smutne jest. Zdaję sobie z tego sprawę.

Ten wpis chciałam poświęcić tematowi kaktusa i kryzysie w przyjaźni. O arogancji napiszę w kolejnym. Faza kaktusa transformuje się. Proces nadal trwa. Trudno przewidzieć czym się zakończy. Zasada lustra mówi, że inni ludzie odbijają to, co sami w sobie mamy, a są to najczęściej głęboko ukryte i nieuświadomione rzeczy. Czy w takim razie ja sama wiem, co to znaczy przyjaźń, taka prawdziwa? Czy ja rozumiem kto to jest przyjaciel, taki prawdziwy? Czy ja umiem taką przyjaźń ofiarować i takim przyjacielem być? Kiedyś wydawało mi się, że wiem i umiem. Od jakiegoś czasu jednak wiem, że nic nie wiem i kolejny raz to sobie uświadomiłam. W sumie to mogłoby być nawet zabawne, gdybym nie była tym faktem zdołowana. Powinnam przestać się dziwić, bo przecież nie jest to pierwszy raz, kiedy się z czymś zderzam. A jednak coś wiem - jedną rzecz: że celem życia nie jest dojście do jakiegoś punktu, ale sama podróż. Podróżą w tym przypadku jest poznawanie samej siebie, odkrywanie cieni i weryfikacja wartości. No i to własnie podtrzymuje mnie na duchu. 

 

 

© Bądź Mistrzem Swojego Życia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci